:amused.jogger.pl

Lautrec!

Toaleta - Lautrec

Lautrec. Najpiękniejszy obraz świata. Mógłbym się godzinami patrzeć. :)

Przeczytane i obejrzane, przypadkiem (II)

Ciężko jest tak nagle i całkiem znienacka opisać najlepsze (albo przynajmniej wyróżniające się) ostatnio przeczytane książki czy obejrzane filmy. Dlatego to takie bardzo losowe notatki o tym, co ostatnio wpadło mi w ręce, żebym pamiętał, że wpadło ;)

Portret Doriana Graya Oskara Wilde'a... Książka niesamowicie mi się podobała, połknąłem ją w jeden dzień. Zakończenie znałem przed przeczytaniem pierwszej strony, na koniec liczyłem na jeszcze jakieś przemyślenia Wilde'a, nie takie suche ucięcie, ale za idealny epilog posłużył mi krótki biogram autora. Nie, nie utożsamiam się z lordem Wottonem ;^) Niemniej Wilde był straszliwie wspaniałym kotem. Rzadko książki polecone przez znajomych robią na mnie takie wrażenie. Muszę poszukać jeszcze więcej jego tekstów.

Poważny człowiek braci Coen nie spodobał mi się zbytnio jako film, ale koncept świetny. Plus za muzykę (Jefferson Airplane!) nie tylko graną w tle ale i wplecioną w fabułę, no i oczywiście za scenę z sąsiadką. Jeśli zaś chodzi o przepisywanie historii Hioba to jednak istnieją próby ciekawsze i bardziej przekonujące.

Don Kichote Cervantesa po "Portrecie..." wydał mi się zupełnie nieważny. Mało śmieszny i umiarkowanie zajmujący, nawet nie wiem, czy to z mojej wyniesionej ze szkoły niechęci do motywów rycerskich, dość słabego lub przeterminowanego tłumaczenia z wczesnych lat 70. czy może czegoś zupełnie innego. "Przemyślnego szlachcica z Manczy" przeczytałem jedynie pierwszą część, sprytnie zostawiając sobie drugą na moment, kiedy będę musiał pochwalić się znakomością lektury.

Death Note - odkąd pamiętam pogardzałem anime (z wyjątkiem hentai ;)), ale ostatnią wolą mojej byłej obejrzałem i się zakochałem. Niewyobrażalnie wciągające 37 krótkich odcinków z pomysłami rodem z Szekspira, a może i teatru antycznego. No i na dodatek mistrzostwo w manipulowaniu sympatiami widza. Przypomina, że nie chodzi jedynie o formę sztuki, ale też o ideę samą w sobie. Koniecznie do obejrzenia w oryginalnej, japońskiej wersji: angielski dubbing jest nieporównywalnie mniej pociągający.

Mag Johna Fowlesa, promowany jako "powieść erotyczno-filozoficzna", po prostu musiał wpaść mi w ręce. Przeczytałem go niezwykle szybko, mimo często wolnej akcji - Fowles ma lekki ale jednak mistrzowski styl (uwaga na boku: długie książki z krótkimi rozdziałami są bardzo wygodne w czytaniu), a sama fabuła była chyba najciekawsza ze wszystkich opisanych tu dzieł. Jednak mimo wszystko nie jestem pewien, czy to faktycznie "arcydzieło literatury" - jeśli tak to najwidoczniej umknęło mi jakieś dodatkowe, głębsze przesłanie.

Cowboy Bebop to drugie anime jakie obejrzałem. Tym razem skusiła mnie już sama nazwa, bebop to mój ulubiony gatunek muzyczny - i faktycznie, w samych odcinkach jest dużo nawiązań do bluesa i jazzu, nie wspominając już, że to anime warte jest obejrzenia dla samego soundtracku. Byłem przekonany, że CB jest niezwykle widowiskowym i pustym anime, przez co pewnie nikomu bym go nie polecał, gdyby nie końcówka. Niespodziewana, wbijająca w fotel i przede wszystkim koszmarnie smutna, akurat kiedy naprawdę zacząłem widzieć się w Spike'u ;)

Faraon Bolesława Prusa po tej całej powyższej mieszance zdołał wykrzesić ze mnie jeszcze trochę emocji: zawsze będę kibicował ludziom z pasją i zawsze będę w nich wierzył, więc pod koniec drugiej części tym bardziej przyśpieszyłem czytanie, widząc z każdą z ostatnich kartek coraz wyraźniejszą porażkę Ramzesa. Prus pisze niezwykłym, nieco reporterskim stylem, a realia starożytnego Egiptu są naprawdę ciekawe. Zobaczymy co będzie z "Lalką" ;)

Rozpacz Vladimira Nabokova to jedna z najdziwniejszych książek, jakie kiedykolwiek czytałem, ale w pozytywnym sensie. Sława autora i jego mistrzowska znajomość literatury zapowiadały coś zupełnie innego, ja jednak dzielnie brnąłem dalej, strona po stronie, przez gąszcza niesamowitej narracji (2/3 książki to wprowadzenie, "strumień świadomości"). Ech, zbrodnia doskonała - zawsze chciałem taką popełnić! ;) I jeszcze ten koniec - wiele książek zupełnie nie ma "zakończenia", Nabokov do końca nie odpuścił. Strasznie mi się ostatnia strona podobała. ;)

Obawiam się, że ilość dręczonych przeze mnie książek w najbliższym czasie nieco się zwiększy, "złapałem" gips na nodze i poleżę w łóżku do końca wakacji. A na dodatek filmy zaczęły mnie strasznie nudzić, ostatnio nic nie mogę skończyć. Za to od dawna zwykłe leżenie na łóżku i słuchanie muzki nie sprawiało mi takiej przyjemności ;)

Jeszcze myślę (jest trzecia)

Tak sobie rozkminiam, czy cokolwiek mi się należy. Albo komukolwiek. Od życia. Czy w ogóle można tak powiedzieć. :)

Piłka nożna jest nudna!

"Mężczyźni, którzy nie interesują się piłką nożną, wydają mi się podejrzani" - mówi pewna grupa na Facebooku. Coś w tym jest ;) Niemniej mecze od dłuższego czasu mnie nudzą, a jeśli już leci jakiś ciekawy to zazwyczaj nie mam na niego czasu. Tylko biegać po boisku dalej lubię, ale okazji coraz mniej ;)

Niemniej z okazji zbyt dużych pokładów wolnego czasu wziąłem się za podglądanie tegorocznego południowoafrykańskiego mundialu, nie kryjąc przy tym rozczarowania. Mecze zwykle nie były na tyle interesujące żeby spędzać przy nich po dwie godziny. Dobrą strategią było oglądanie tylko drugich połów, chociaż najciekawsze były właściwie ostatnie minuty, kiedy zmęczenie i wola walki działały swoje. Wszyscy tak uważali na to, żeby nie stracić gola, że zabijali płynną grę. No, prawie wszyscy.

Kibicowałem Holandii za piękny styl gry, którym kiedyś grała (czy to nie głupie?), i do ostatniej minuty finału liczyłem, że strzelą gola. Hiszpanię zawsze lubiłem a duet Casillas-Raul (w tym wydaniu zespołu hiszpańskiego obecny jedynie w połowie, ale Villa okazał się godnym następcą) był naprawdę mistrzowski. To właściwie wszystko z moich piłkarskich sympatii ;)

Po oszałamiająco nudnym finale, w którym każda akcja kończona była faulem, pozostał mi jeden jedyny wniosek z mundialu: Urugwaj jest zajebisty. Diego Forlan i mniej znany Fucile zbierający prawie każdą akcję Niemców tylko po to, żeby za chwilę znaleźć się pod ich polem karnym są "mniejsi od trzech" ;) Warto Urugwajowi kibicować za piękną grę i wolę walki. I zastanowić się ile bramek by nam wsadzili ;)

Przeczytane i obejrzane, przypadkiem (I)

Tatarak Andrzeja Wajdy z Krystyną Jandą, ledwie z zeszłego roku. Trzy tak złożone płaszczyzny filmu i nawiązanie do "myślącej trzciny", mistrzowski, trudny film. Nie miał jednak na mnie zbyt wielkego wpływu, w kolejce do obejrzenia za 20 lat (czytaj kilka słów reżysera o filmie). Monologi Jandy!

Cierpienia młodego Wertera Goethego to również dzieło wychodzące w ogóle poza ramy jakichkolwiek ocen, może też dlatego że po prostu uwielbiam romantyzm ;) Wertera nie można ominąć za niezwykłą fabułę, wyjątkowo udane zastosowanie formy - książka to seria listów głównego bohatera oraz te wszystkie werterowskie przemyślenia na tematy ogólne, od życia i klas społecznych do polityki i sztuki. I jeszcze dlatego, że to lektura obowiązkowa - jedna z tych, które najbardziej zapadły mi w pamięć. Utożsamiam się ;)

Amadeusz Milosa Formana z 1984 to kolejny fantastyczny film o wolności tego reżysera - po musicalu "Hair" i "Locie nad kukułczym gniazdem". Nie aż tak udany, ale i tak nieprzeciętny. Koniecznie muszę jeszcze obejrzeć jego "Ragtime".

W chmurach Jasona Reitmana, faceta który stał za świetnym "Juno" sprzed 3 lat. Strasznie lubię Clooneya ale nienawidzę mieć wszystko tak uproszczone, podane na tacy i przegadane. To znaczy przegadane nawet chętnie, niech będzie, ale nie w taki sposób. Film przyjemny, do obejrzenia i zapomnienia. Zakończenie: "...kobiety"!

W kolejce: "Portret Doriana Graya" Oskara Wilde'a i coś Feynmana (nadrabiam zaległości w klasyce), cała filmografia Martina Scorsese i koniecznie coś lżejszego. Nie jestem w stanie obejrzeć więcej niż trzech dramatów na tydzień, mózg mi siada.

blues news, blues reviews and blues downloads with a litlle bit of wild and passionate sex with horny virgins in their 40s, from Chicago to Mississippi. simply, the best blues blog. ever.